Aktualności
XXI OFPH ŚPIEWOGRANIEC
 
2014-01-13 22:39:22
Relacja LIVE z XX OFPH ŚPIEWOGRANIEC
 
2013-02-22 22:54:13
Dział metodyczny / Pląsy / Gawędy harcerskie
o pewnej wędrówce .
autor: Gowda ..aA Aa..
dodany: 2 kwietnia 2009


Podobno w przyszłości każdy ma zapisany świt w górach, który musi nastać i nie sposób przed nim się obronić. Tak powiada legenda, którą przy ognisku, przed świtem opowiadali zawsze starzy ludzie, wędrowcy schodzący z gór w dolinę. I dla bohatera tej historii dzień taki nastał. Przez lata wyczekując go przywoływał słowa starych wędrowców, coraz bardziej zacierane przez czas nie były dla niego podpowiedzią. Kiedy nastanie ten dzień? Co go będzie zwiastować? Jaka noc przyniesie taki świt? Noc była deszczowa i świt też, mgła pokryła góry i łąki, świat wydawał się bezbarwny w swej szarości. Przez lata wędrowiec ten bał się, że bez niezwykłego znaku nie rozpozna w ogóle tego świtu, że minie mu on i dzień cały, i nawet nie będzie wiedział, że właśnie to utracił na co czekał od lat. A jednak wiedział, że to dziś i nie potrafię wytłumaczyć wam skąd, Była to pewnego rodzaju gotowość, której czasami doświadczamy, pewność, której nie możemy innym przekazać.

Droga, na którą wyszedł ze schroniska w pewnym miejscu stawała się granatowa, nie szło mu się łatwo tą ścieżką, zanim zmieniła się w szeroką drogę, gładką i tylko po bokach wyłożoną kamieniami Z początku była wąska, stroma i bardzo kamienista, mógł zejść ze szlaku, co czynił czasami, ale myśl o tym oburzyła go dzisiaj. Mokre i wysokie trawy uderzały go w twarz, taki był ten ranek. Idąc tedy rozmyślał o widokach, które go
jeszcze teraz nie ucieszą, wszystko nadal zakrywała mgła. Szedł z uporem i z czasem robiło mu się coraz raźniej. Za jednym z kolejnych zakrętów, kiedy minął już skalne urwisko, zobaczył rozległą łąkę, a z mgły w oddali wyłaniało się porośnięte gęstą trawą, zielone wzgórze. Tędy prowadził dalej jego szlak. Szedł bardzo długo, mapa i wiadomości, jakich udzielono mu w schronisku okazały się optymistyczną pomyłką. Czy kiedykolwiek tam dojdę? – pytał siebie. Jednak dopiero, gdy zbliżał się do wzgórz zrozumiał, że najwięcej wysiłku będzie kosztowało go wejście na nie, zielony szlak schodził z drugiej strony, gdzie łączył się z czerwonym. Postanowił odpocząć i napić się herbaty w małej grocie, wewnątrz wzgórza. Tutaj przed nim wielu nabierało sił, wiary, a jednocześnie zostawiało ślad swojej obecności. Wielu tutaj się już schroniło, wielu otaczało tutaj opieką zagubionych pośród gór- myślał. Kiedy wchodził na wzgórze wiał potężny wiatr, ale gdy stanął na nim mgły odsłoniły dalekie piękne krajobrazy, rozłożyste pola, lasy, oczy jezior i drzewo, to do którego prowadził czerwony szlak.

Szedł wędrowiec znowu, a drzewo, cel jego podróży, oddalało się zamiast przybliżać, długo to trwało. Z wiatrem zaczęły uderzać w jego twarz liście, już nie żółte nawet, ale czerwone- była późna jesień. Kilka kilometrów przed drzewem wstąpił na jego korzenie, ziemia tu była bardzo mokra i postanowił po korzeniach dostać się do potężnego dębu. Brakowało mu już czasami sił, ale doświadczony wiedział jak odpocząć, aby po chwili znowu ruszyć szybkim krokiem. Uśmiechał się też do siebie i drzewa. Wreszcie stanął przed nim i dotknął kory, wydawało mu się, że dotyka własnej twarzy. Odwrócił się, spojrzał za siebie pierwszy raz odkąd wyruszył o świcie, zobaczył zielone wzgórze i wijącą się za nim, cieniutką z oddali, granatową wstęgę drogi. Zrozumiał, że minęło wiele lat, a żadna mapa nie pokazała mu tej drogi w pełni. A do zimy- pomyślał- jeszcze tak daleko, dużo dalej niż szedłem. Mam czas. I ruszył dalej, szlakiem, którego nie znaleźlibyśmy na mapie
 
0.0069069862365723